Al. Jana Pawła II 24, Kalwaria Zebrzydowska

biuro@biblioteka.kalwaria.pl

Poetycka kawiarenka -Spotkanie autorskie z pisarką  Marią Balcer

Są tacy, którzy mają dużą wrażliwość, są tacy, którzy potrafią zamknąć w słowa rzeczy ulotne. Poeci… We wtorkowe popołudnie 25 czerwca w Bibliotece Publicznej swoją twórczość zaprezentowała Maria Balcer, mieszkanka Przytkowic

„Przeżyte chwile,

Zapamiętane obrazy

I słowa – są jak

odcienie, które tworzą

 tło życia…”

 

Maria Balcer  „Odcienie”, fragment

 

       Są tacy, którzy mają dużą wrażliwość, są tacy, którzy potrafią zamknąć w słowa rzeczy ulotne. Poeci… 

We wtorkowe popołudnie 25 czerwca w Bibliotece Publicznej swoją twórczość zaprezentowała Maria Balcer, mieszkanka Przytkowic.

Absolwentka Filologii Polskiej Uniwersytetu Jagiellońskiego, pracowała jako nauczycielka języka polskiego w szkole w  Stanisławiu Dolnym i Przytkowicach. Obecnie, kiedy zakończyła aktywność zawodową, więcej czasu może poświęcić swojej pasji.

Autorka pisze wiersze od czasów licealnych, ale dopiero od niedawna publikuje. Uprawia poezję i prozę. Wydała tomik wierszy „Taki rok” – zbiór wierszy, które powstały w okresie pandemii, od marca 2020 do maja 2021 roku. Jest także autorką opowiadania „Stara droga” – opowieści o mieszkańcach jednej z uliczek Przytkowic, którzy odeszli, ale trwają we wdzięcznej pamięci żyjących. „Stara Droga” jest dedykowana sąsiadom i znajomym Marii: 

„Chodzę tą droga od dzieciństwa. Znam każdy jej kawałek, każde obejście przy drodze. I ludzi. Ale chodzić nią lubię coraz mniej… Bo i ludzi, tych, którzy byli „od zawsze”, przy tej starej drodze, mniej…” 

POD POWIEKĄ

Rzadko zaglądam w stare miejsca,

gdzie beton wyrósł zamiast drzewa;

parasol gruszy cień tam dawał,

w błękicie gdzieś skowronek śpiewał.

 

W letnie wieczory zapach kwiatów

mieszał się z wonią od złotych pól,

gromadka roześmianych krewnych

wciąż obsiadała w ogrodzie stół.

 

Jabłka jak wonne, złote kule,

śliw łzy żywiczne, świeże mleko

i ludzie, którzy gdzieś zniknęli…

wszystko to noszę pod powieką…

 

I czasem spłynie to łzą cichą,

i czasem we śnie – żywi oni,

a rankiem po nich pozostaje

soli okruszek w pustej dłoni…

 

Dużym walorem opowiadania  „Stara Droga” są liczne zdjęcia mieszkańców, co  sprawia, że może je traktować jako swoisty dokument minionego czasu.

 

Maria Balcer aktualnie  współpracuje z wydawanym w Kalwarii Zebrzydowskiej magazynem literacko-artystycznym „Nihil Novi” redagowanym przez Stanisława Chyczyńskiego i „Kalwariarzem”- pismem Towarzystwa Przyjaciół Kalwarii Zebrzydowskiej, a także z „Kurierem Lanckorońskim”.

Publikuje swoje wiersze, opowiadania, recenzje.

W 2021 roku Trafiła do almanachu polskiej poezji religijnej „A Duch wieje kędy chce” (Lublin 2021). Jej teksty ukazały się także w poznańskim ”Protokole Kulturalnym”.

 

     Wtorkowe spotkanie w Bibliotece zgromadziło sporą grupę zainteresowanych(46 osób)   – bliskich, przyjaciół, koleżanek  z pracy, znajomych, twórców lokalnych i zwolenników poezji.  Wprowadzenia dokonał Stanisław Chyczyński – naczelny redaktor Nihil Novi. A potem zanurzyliśmy się w rzekę poezji… Wybrane wiersze czytała Autorka i  jej znajomi. Nie zabrakło także muzyki, o oprawę muzyczną zadbał absolwent szkoły muzycznej, Nikodem Kondela.

Całość dopełnił pokaz zdjęć Autorki.  Piękno przyrody w różnych odsłonach pór roku, pejzaże, znajome widoki, panoramy – to, co bliskie sercu – Mała Ojczyzna.

Refleksje po spotkaniu? – Miło, kameralnie,  swojsko. Życzliwość, niespieszność, zwyczajność.

Właśnie: „zwyczajność” – za tym tęsknimy, bo, jak powiedziała Pani Zuzanna, obecna na spotkaniu: „dzisiaj zwyczajność jest w cenie”.

 

Marysi  gratulujemy i dziękujemy za spotkanie. Życzymy weny twórczej  i wielu pięknych wierszy.

Wszystkim uczestnikom dziękujemy  za obecność, współtworzyliście Państwo to niecodzienne wydarzenie.

 

Zapraszamy do sięgnięcia po twórczość  Marii Balcer, naszej rodzimej pisarki.

Jej utwory znajdziecie Państwo w naszej Bibliotece.

 

                                                                                                   Bogusława Moskała

 

 

LETNIE WIERSZE

Jesienią będę dobierać

starannie każde słowo,

rozmyślać będę o zmierzchu

z nostalgia, zaduszkowo.

 

Latem słowa mi tańczą

kwiatowo i wiśniowo,

niosą mnie gdzieś hen – w chmury

i jakoś mi tak – baśniowo…

 

Czasem w obłokach błyśnie

iskra uczucia jak gwiazda,

to znowu z chmur wysokich

jak bocian wracam do gniazda.

 

Latem w marzeniach wedruje

z herbatą mrożoną, kawą

i słowa nade mną tańcza

– są lekką, letnią zabawą.

 

I by mnie nie poniosło tam,

gdzie się chadza za młodu,

dorzucam gałązkę mięty

z kolejną kostką lodu…

 

 

LATEM

Pod kopułą błękitu

w czterech ścianach

ażurowej zieleni

pod słonecznym kandelabrem

w świątyni

uczynionej ręką Najwyższego

gdzie kos w wytwornej czerni

z towarzyszeniem chóru

Braci skrzydlatej

Do muzyki świerszczy

Wykonuje swa pochwalną pieśń

modlitwa

nabiera nowego znaczenia

a pytania o sens

tracą sens

 

NAMALOWAŁAM MIŁOŚĆ

Wschód słońca na cztery ręce

podany na śniadanie

i chleb który jak miodem

szczęściem posmarowany

 

chwile na pół dzielone

kontrastem światłocienia

detal równie istotny

tak jak ważna jest całość

 

cienie się bezszelestnie

plączą w złotej godzinie

słonecznego konania

iskry w czterech źrenicach

 

POTRZEBNI SOBIE

Choć

Jak ogień i woda

Odcień czerni i bieli

Ty i ja

 

Chociaż wszystko

Nas dzieli

Choć to zakrawa na cud

 

Szukamy sobie

Wciąż sobie potrzebni

jak upał i chłód.

 

GALLUS GALLUS DOMESTICUS (KURA DOMOWA)

Nudząc się na podwórku raz,

domowa kura,

podziwiała jaskółki

śmigłej lotne pióra,

a skoro rzeczywistość

grajdołka jej zbrzydła,

postanowiła kura

wypróbować skrzydła.

 

Widząc, że nawet orły

pod górkę miewają,

a gęsi, choć ciężkawe,

w górę się dźwigają,

pomyślała: „Raz kurze dusić się w rosole”,

z wdziękiem machnęła skrzydłem,

wznosząc się nad pole.

 

Choć przez chwilę latanie

było dość przyjemne,

zakręciło się w głowie wnet

kurze przyziemnej…

 

i cóż, że lotne skrzydła

i niezłe ma pióra?

Daleko nie poleci

– wszak to tylko kura…

 

MAESTRO – DYRYGENT – KOMPOZYTOR

Letni, niedzielny, wczesny wieczór. Leżak w ogrodzie zanurzonym w cywilizacji. Biesiadna kakofonia. Ani chwili dłużej! Wlokę ten leżak jak najdalej, gdzie oczy poniosą.

I już. Nade mną błękit usiany drobnym, zielonym szeleszczeniem, przede mną żywa, zielona ściana. Na południu – przymglone, łagodne szczyty Beskidów. Od strony zachodu – nitki złota między trawami.

Pod zamkniętymi powiekami oranż i czerwień. Powietrze pachnie lipowym kwiatem i kłosami zielonych jeszcze zbóż.

Cywilizacja gdzieś tam w oddali, mocno stłumiona i nagle – obojętna.  Ma się pewność, że jest. Nieszkodliwa.

Zamknięcie oczu jak włączenie ciszy. Do szumu nad głową dołączają owadzie brzęczenia, ptasie gwizdy, świsty, kląskania, trele, stukotania, wrzaśnięcia bażancie… tyle tego! Coraz więcej, coraz głośniej, cisza zewsząd tętni odgłosami. Płynę przez tę ciszę-muzykę, zanurzam się w niej, chłonę ją, współgram, coś we mnie rezonuje, odmierza takty sercowa sekcja rytmiczna. I trwa ten koncert ciszy-muzyki we mnie, nade mną, wszędzie – aż po wieczorny chłód.

 

Czerwień-oranż pod powiekami zmienia się w szarość-granat. Otwieram oczy; nad trawami sieją się pastelowe chmury, nad głową to samo drobnozielone szeleszczenie. Cisza nadal gra, przecież to koncert na żywo, nieustanny koncert muzyki ziemi, przestworzy, życia.

Ma się nieodpartą chęć, by podziękować, pochwalić , pokłonić się kompozytorowi, dyrygentowi. Nie ma Go? No, jak to – nie ma?!

 

ODCIENIE

Owadów ton wysoki
uparta ptasia kłótnia
deszczu rytm
i szept liści
szum kosodrzewiny
pierwszych niepewnych
kroków odgłos
ciche gaworzenie
łoskot fal
mew okrzyki
szmer piasku w klepsydrze

cisza jest jak muzyka
ma wiele odcieni

słuchaj
nim zapanuje
ta absolutna 

 

Wiersze wybrane z tomiku „Taki rok’ autorstwa Marii Balcer.

 

 

 

Podziel się:

Inne aktualności

Skip to content